Czternaście stron PDF-u i termin na podpis do poniedziałku. W środku kara umowna bez górnego limitu, sąd właściwy dla drugiej strony na drugim końcu Polski i płatność 60 dni od „przyjęcia bez uwag”, którego nikt w umowie nie definiuje.
Druga wersja tej samej sytuacji: umowa skopiowana z poprzedniego projektu. Nazwa innego klienta w nagłówku, terminy z zeszłego roku w harmonogramie płatności, zakres usług, który nie odpowiada temu, co faktycznie robisz. Podpisujesz dokument opisujący inną transakcję.
W obu przypadkach koszt błędu wychodzi dopiero po podpisie. Spór o karę umowną albo o to, co znaczyło „przyjęcie bez uwag”, kosztuje wielokrotnie więcej niż godzina na przeczytanie umowy przed podpisem.